Są takie utwory, które z biegiem lat nie tylko się nie starzeją, ale wręcz zyskują na znaczeniu. Jednym z nich bez wątpienia jest „Demain c’est loin” – monumentalny, niemal dziesięciominutowy utwór grupy IAM, wydany w 1997 roku na kultowym albumie “L’École du micro d’argent”. Utwór ten od momentu premiery przekraczał ramy ówczesnego rapu: bez refrenu, bez kompromisów, z surowością dokumentu i poetycką precyzją kroniki. Dziś uznawany jest za jeden z najważniejszych kawałków w historii francuskiego hip-hopu.
Marsylia jako stan ducha
IAM wyrósł z Marsylii – miasta o złożonej tożsamości, pełnego sprzeczności między śródziemnomorską witalnością a brutalnością blokowisk. Akhenaton (Philippe Fragione) i Shurik’n (Geoffroy Mussard) od początku postrzegali rap nie jako rozrywkę, lecz jako narzędzie. Przy tworzeniu L’École du micro d’argent wyobrażali sobie siebie w roli miejskich dziennikarzy, realizujących serię miniatur dokumentalnych. To właśnie ta perspektywa zadecydowała o tym, że „Demain c’est loin” stało się tym, czym jest: nie kawałkiem do tańca, lecz zapisem rzeczywistości.
Nowy Jork, lato 1996: ziarno zostaje zasiane
Historia „Demain c’est loin” zaczyna się nie w Marsylii, lecz w Nowym Jorku, podczas letnich sesji nagraniowych w 1996 roku. To właśnie tam Akhenaton napisał tekst zatytułowany wówczas „Tour de béton” – tę samą energię, ten sam klimat, co przyszły klasyk. Kilka miesięcy później, w grudniu, podczas kolejnej sesji w studio (już we Francji), drogi obu MC skrzyżowały się w sposób, który przesądził o losie utworu.
Grudniowa sesja: 24 godziny bez przerwy
Jak wspomina Shurik’n, tamten grudzień był szaleństwem. Studio podzielone na dwie strefy: po jednej stronie realizator dźwięku miksował album, po drugiej – za szybą – Freeman, Le Rat Luciano i Shurik’n pisali bez przerwy. Przez całą dobę. Beat grał w kółko, studio zasnute było dymem, a inspiracja nie odpuszczała.
Pod koniec popołudnia Shurik’n zabrał się za wersy, które miał stać się „Demain c’est loin”. Skończył go następnego ranka, nie odrywając głowy od papieru przez całą noc. Co zdumiewa: był to pierwszy i jedyny szkic. Nigdy go nie poprawiał.
Kiedy Akhenaton zajrzał przez drzwi i usłyszał, nad czym pracuje kolega, natychmiast wiedział, że ma idealną kontynuację. „Tour de béton” czekał w szufladzie – pasował jak ulał. Już następnego lub pojutrznnego dnia utwór był nagrany.
Jedno podejście, dwie szkoły pisania
Shurik’n nagrał swóją zwrotkę w trzecim podejściu na raz. Akhenaton funkcjonuje inaczej: nagrywa swoje wersy w kilku blokach, powtarza to nawet dziesięć razy, po czym kompiluje najlepsze fragmenty. To właśnie dlatego przy uważnym odsłuchaniu niektórych jego nagrań słychać niemal niezauważalne cięcia – ślady perfekcjonistycznego procesu, który rodzi pozorną spontaniczność.
Kolejność wersów nigdy nie była kwestionowana. Działała idealnie tak, jak była ułożona.
Technika, która przyszła sama
Charakterystyczny chwyt Shurik’na – każdy nowy wers zaczyna od ostatniego słowa poprzedniego, budując hipnotyczny łańcuch skojarzeń przypominający dziecięce wyliczanki – nie był z góry zaplanowany. Przyszedł sam, w stanie skupienia bliskim transowi. Jak przyznaje artysta, gdy zanurza się w atmosferę na wiele godzin, gdzieś po drodze wchodzi się w inny rejestr. Coś w rodzaju mistyki pisania. Technikę tę nazywa się anadiplozą i do dziś uważana jest za jedno z najoryginalniejszych zastosowań tej figury stylistycznej w historii francuskiego rapu.
Akhenaton z kolei pisze z większą brutalnością i nieoczekiwaną dynamiką – jego frazy eksplodują w niespodziewanych momentach, czyniąc przekaz tym bardziej surowym. Razem tworzą napięcie, które nie opuszcza słuchacza przez całe dziewięć minut.
Podkład, który nie był przeznaczony dla tego utworu
Minimalistyczny podkład DJ Kheopsa – prosta, zapętlona fraza harfy nad typowo hip-hopowymi bębnami – była pierwotnie przeznaczona na zupełnie inny kawałek: „Où je vis” (tytułowy numer na solo Shurik’N). To właśnie dlatego jest tak zdarta, powtarzalna, celowo ograniczona. Shurik’n przyznaje, że zawsze lubił pisać pod atmosferę, a ten beat sam dyktował kierunek. Ascetyzm podkładu stał się siłą nagrania, nie jego słabością. Do nagrania dołączono też brutalizy – strzały i odgłosy – wplecione jako funkcjonalny element narracji. To jeden ze znaków rozpoznawczych IAM: muzyka, która nie tylko brzmi, ale i wizualizuje.
9 minut bez refrenu – świadome złamanie zasad
W czasach, gdy radio rządziło się sztywnymi regułami, IAM zdecydowało się na coś zupełnie odwrotnego. Utwór nie ma klasycznego refrenu, trwa niemal dziesięć minut i przypomina bardziej narracyjny fresk niż standardowy singiel. Na początku były obawy – utwór nie mieścił się w normach, był zupełnie poza formatem radiowym. Jednak jak mówi Shurik’n z uśmiechem: taki format to trochę nasza specjalność.
Pokolenie bez złudzeń
Tytuł „Demain c’est loin” – „jutro jest daleko” – oddaje nastrój całego utworu z matematyczną precyzją. To głos pokolenia, które nie żywiło wielkich nadziei: przez niemal dziesięć minut Akhenaton i Shurik’n wyliczają wszystko, co może rodzić bieda i marginalizacja – przemoc, handel narkotykami, uzależnienia, nierówności, policyjną brutalność, nudę, nienawiść. Krytyk Olivier Cachin uznał ten utwór za jeden z największych kawałków w historii francuskiego rapu, podobnie jak czytelnicy portalu ABCDR du Son wybierając to jako utwór otwierający listę 100 najlepszych francuskich rapowych utworów. Album L’École du micro d’argent osiągnął status złotej płyty w ciągu zaledwie dwóch dni od premiery.
Nieświadomy klasyk
Na moment nagrania nikt nie miał poczucia, że tworzy historię. Jak przyznaje Akhenaton: nie czuli, że rejestrują klasyk – ale przy odsłuchu nie było wątpliwości, że „Demain c’est loin” ma w sobie coś wyjątkowego. Szybko stało się jasne, że to właśnie ten utwór powinien zamykać album. I tak zostało.
Ciekawostką jest też to, że Nas – jeden z największych MC w historii hip-hopu – sięgnął po ten instrumental i nagrał na nim własne wersy, choć jedynie na bootlegu. Dla Shurik’na to forma nieoficjalnego, ale bardzo wymownego uznania.
Z biegiem lat „Demain c’est loin” stał się osią koncertów IAM. Wykonywany zawsze na siedząco, na scenie, z postaciami bliskich i przyjaciół dołączającymi do artystów w trakcie numeru – to jeden z tych momentów, które publiczność zapamiętuje na długo. Był nawet przez pewien czas wycofany z setlisty, ale to publiczność wymusiła jego powrót. Dziś, jak mówi Akhenaton, artyści wiedzą już, że dla nowego pokolenia to utwór-referencja. I to jest dla nich powodem do ogromnej dumy.
„Demain c’est loin” to nie tylko utwór – to dokument epoki, który mimo upływu lat nadal brzmi boleśnie aktualnie.
Klip:


