Strona Główna NewsyAktualności Historia kompilacji Premiere Classe

Historia kompilacji Premiere Classe

by Tymek
216 wyświetleń

Historia kompilacji Premiere Classe

Dwadzieścia jeden lat temu ukazała się kompilacja “Premiere Classe”, złoty most pomiędzy francuskim rapem z lat 90tych, a tym bardziej grzesznym, który nastąpił później. Kompilacja była zapowiedzią zmiany na francuskiej scenie, która zakończyła epokę ekip i kast.

W opinii wszystkich 1998 rok był magicznym rokiem dla francuskiego rapu. To był czas, “Si dieu veut” Fonky Family, pierwszych projektów Busta Flex i 113, ostatniego prawdziwego albumu NTM, takich klasyków jak Opera Puccino (Oxmo Puccino), Le Combat continue (Ideal J) czy Quelques gouttes suffisent (Arsenik). To także rok jednego kultowego singla, który pokazał, że możliwe było skrzyżowanie raperów pomiędzy różnymi departamentami, postawami i stylami: “On faire le choses”, nagranego przez Mystika, Pit Baccardi, Rohff’a i Jacky i Ben-J z Neg ‘Marrons.

Zasadniczo miał to być tylko maxi-singiel, któremu miał towarzyszyć interesująca strona B („Si les lyrics” Hamed Daye, Hi-Fi i 2Bal). Ale inicjatorzy tego projektu (Jacky i Ben-J, Pit Baccardi, Patou i Stéphane Jiggy, dziś szef działu urban w Because Music) szybko chcieli powtórzyć to doświadczenie. Wezwali więc Le Rat Luciano, Lino i Don Choa do nagrania kolejnego maxi “Atmosphere suspecte”, które sprzedawali na Chatelet i wreszcie oficjalnie rozpoczęli nagrywanie kompilacji, w której dziesiątki raperów będą się ze sobą krzyżować, bez względu na miasto pochodzenia czy ich rozgłos. W 1999 roku Les Sessions Premiere Classe vol.1 łączy ze sobą najlepszych francuskich raperów z lat 90. (Akhenaton, Kery James, Oxmo Puccino, Passi …) oraz tych, którzy będą tworzyć jego następną dekadę (113, Rocé, Sniper, L’Skadrille) i wymyślają pomysł: francuskiego rapu, który zakończyłby by erę załóg i ekip, a jednoczyłby dla prostej przyjemności jak i najlepszego rezultatu. Dwadzieścia lat później ci, którzy tworzyli kompilację, przybliżają kulisy powstania tego projektu.

Patou: Pod koniec lat 90. Jacky, Ben-J, Stéphane, Pit Baccardi i ja spotykaliśmy się często u jednego albo drugiego. Po Afrykańsku wyobrażaliśmy sobie przyszłość. Aż do dnia, kiedy jeden z nas powiedział: „Czy możesz sobie wyobrazić, że Rat Luciano i Lino zrobiliby kawałek razem?”. Tak narodził się pomysł Premiere Classe. Myśleliśmy, że współpraca między takimi artystami przyniesie coś wielkiego.

Stéphane Jiggy: Osobiście jestem przyjacielem Neg ‘Marrons z dzieciństwa i od jakiegoś czas znałem Patou. Jacky i Ben-J właśnie wydali swój pierwszy album, w tym kawałek “La monnaie”, który został dobrze przyjęty i pozwolił grupie znaleźć swoje miejsce w branży. Co do Pita Baccardi, to właśnie wtedy do nas dołączył i dograł już zwrotki do Liaisons dangereuse autorstwa Doc Gynéco, albumu, na którym było już wiele kolaboracji między raperami. Ideą Premiere Classe było pogłębienie tej akcji: w czasach, gdy francuski rap był bardzo podzielony pomiędzy wiele ekip, chcieliśmy zachęcić ich do mieszania się, aby raperzy, którzy się nie znają przecinali się w kawałkach.

Pit Baccardi: Chłopaki mieli mentalność 9-5, byli dość szowinistyczni. Ja, pochodzę z Time Bomb i przyniosłem bardziej otwartą energię, bardziej Nowojorską, na obraz tego, co wtedy robił Wu-Tang. Dzięki sile dyskusji, mentalność wreszcie się otworzyła i postanowiliśmy połączyć razem wszystkie te wszechświaty.

Stéphane Jiggy: Patou i ja nie byliśmy artystami, ale byliśmy związani z Secteur Ä, mając w ekipie beatmakera takiego jak Djimi Finger i będąc w ekipie z Neg ‘Marrons, którzy wtedy cieszyli się świetna reputacja, pozwoliło nam to odezwać się do wielu ludzi. Zarówno raperów, jak i producentów: udało nam się zgarnąć na tej kompilacji Pone, DJ Mars, DJ Mehdi, Djimi Finger i Tefa.

Pit Baccardi: Oczywiście wymagało to pewnego budżetu, ale nie było to zbyt skomplikowane. Neg’Marrons odnieśli duży sukces, skorzystaliśmy z energii i wiedzy Secteur Ä, a także mieliśmy bardzo dobre kontakty w Hostile i Virgin, dwóch wytwórniach, które szybko spodobała się innowacyjna koncepcja kompilacji i nazwiska, które zostały im przedstawione podczas “castingu”.

Stéphane Jiggy: Nie powstrzymało nas to od wielu złych momentów. Byliśmy bardzo wymagający co do wyboru kombinacji artystów, więc nie mogę nawet zliczyć, ile nocy spędziliśmy na dyskusjach i kłótniach, zanim uzgodniliśmy listę utworów… Tracklista, która wymagała ciągłych zmian, ponieważ niektórzy raperzy nie chcieli współpracować z innymi lub po prostu dlatego, że czasami nie wiedzieliśmy, z kim skojarzyć niektórych MC’s. Tak było w przypadku Doc Gynéco, który ostatecznie nie znalazł się na kompilacji.

Patou: Wybór 51 artystów był wymagającą decyzją, ale stosunkowo łatwo udało nam się ich zebrać. Mieliśmy tylko jedną odmowę: odmowę IV My People. Busta Flex przyszedł nagrać zwrotkę, ale wytwórnia nie wyraziła na to zgody.

Stéphane Jiggy: Trzeba powiedzieć, że Secteur Ä i klan NTM nie utrzymywali doskonałych relacji. Wracając do czasów NTM i Minister A.M.E.R. Kool Shen i JoeyStarr ucieleśniali bardziej młodzieżowy rap, bardzo paryski, bardziej z modnych imprez, podczas gdy Passi i pozostali pochodzili z Sarcelles i byli bojkotowani zarówno przez organizatorów koncertów, jak i przez radia. To były dwa światy, dwie postawy, dwie estetyki, które są sobie przeciwne. I niestety trwało to dłuższy czas. Były historie spięć, szczególnie między Neg ‘Marrons i Nuttea, który był bardzo blisko związany z NTM pod koniec lat 90tych.

Pit Baccardi: Myśleliśmy też o Boobie, ale był wtedy w więzieniu. Ali, który był podjarany na początku, okazał mu solidarność i nie chciał dograć się sam do kompilacji. Mieliśmy już piękny skład, ale jego obecność sprawiłaby, że projekt byłby jeszcze bardziej niezwykły.

Patou: W końcu nastąpiły inne zmiany w ostatniej chwili. Jak wtedy, gdy DJ Mehdi nie mógł zapewnić produkcji „Atmosphere Suspecte” lub kiedy Kery James, który miał być początkowo w „On fait les choses”, wycofał się. Na szczęście polecił nam jednego ze swoich przyjaciół, nazwał go wtedy żołnierzem. To był Rohff. Jako że słyszeliśmy go na “Guet-apens” Weedy i Le T.I.N w 1996 roku wiedzieliśmy, do czego jest zdolny. Kery namówił nas by go zaprosić i wszystko się połączyło w całość.

Pit Baccardi: Początkowo to Black Mozart z Ménage A Trois miał produkować instrumental do “On fait les choses”. To, co nam zaoferował, było naprawdę dobre, ale nie pasowało do koncepcji, której szukaliśmy. Poprosiliśmy więc Djimi Finger’a, aby przyszedł nam pomóc. Wysiadł z fury, i od razu zaprezentował nam, co właśnie skomponował i wszyscy, aż wstaliśmy z warażenia, to było tak dobre! To stąd pochodzi jego pseudonim „na szczęście jest Fingus”, w tym sensie, że zawsze potrafił nas uraczyć gorącymi produkcjami, przygotowanymi w ostatniej chwili. Następnie Mystik, Jacky i Ben-J stworzyli dynamikę utworu, Mystik jako pierwszy nagrał zwrotkę, bardzo spontanicznie i to nas zainspirowało do utrzymania wysokiego poziomu. Wciągnęła nas atmosfera panująca w studio.

Stéphane Jiggy: Kiedy pojawia się maxi „On fait les choses”, z „Si les lyrics” Hamed Daye, Hi-Fi i 2Bal na stronie B, nie myśleliśmy jeszcze o kompilacji. Dopiero kiedy powstało „Atmosphere suspecte”, Lino i Le Rat Luciano wkroczyliśmy w tę perspektywę. I szczerze mówiąc, była to raczej fantazja niż cokolwiek innego u podstaw: uważaliśmy, że Lino jest najlepszy, więc chcieliśmy skonfrontować go z tym, który był najlepszy w tamtym czasie. Ponieważ Fonky Family bardzo szanowali Arsenik, wydawało nam się oczywiste, że zaprosimy do kawałka le Rat Luciano.

Patou: „Atmosphere suspecte”, to bazowo miał być duet pomiędzy Rat Luciano i Lino. Byłem z Pone w KFC na Chatelet i pomyśleliśmy, że byłoby wspaniale ich połączyć razem. W tym czasie wszyscy o nich mówili, byli na świeczniku. Problem w tym, że ta piosenka została nagrana w nocy, FF właśnie przyjechali z Marsylii i szczerze mówiąc, atmosfera w studio była dosyć “świąteczna”. Dużo pili i palili… Więc mieliśmy trochę opóźnienia, bo chłopaki się zmęczyli i nie mieliśmy już budżetu, żeby następnego dnia wszyscy wrócili do studia. Don Choa zamanifestował, że położył trzecią zwrotkę, a DJ Poska przyszedł, by wyskreczować refren. To na uratowało nas.

DJ Poska: W tamtym czasie robiłem wiele rzeczy z Time Bomb, koncertowałem nawet z Pit Baccardi. Więc znałem już Lorda Issę, Jacky i wszystkich innych ludzi odpowiedzialnych za ten projekt. Kiedy zadzwonili do mnie, aby przygotować refren „Atmosphere suspecte”, nagrania zostały już zakończone. Don Choa właśnie położył swoją zwrotkę leżąc na ziemi, co nadało temu utworowi pewien klimat. Problem polegał na tym, że realizator dźwięku z powodu wulgarnego efektu pomieszał miks refrenu. Nie słyszymy tam cutów, które powinny się znaleźć. Całe te godziny, które spędziłem na szukaniu właściwych fraz, zakończyły się prostym efektem.

Pit Baccardi: Premiere Classe, pozwoliło mi przedstawić się i zapowiedzieć mój pierwszy album, który ukazał się cztery miesiące później. Byłem artystą Premiere Classe, więc kompilacja posłużyła mi za trampolinę. Znalazłem się w trzech tytułach, w tym jednym solo. Pojawiłem się w „On fait les choses”, jeden z pierwszych ulicznych singli rapowych we Francji, „L’art de la guerre”, który pozwolił mi zostać “zatwierdzony” przez takich ludzi jak Akhenaton i Lino, oraz „Compte avec moi”, tytuł, który zrealizowałem mniej spontanicznie niż inni. Byłem sam w tej piosence, więc mogłem napisać ją w domu, ćwiczyć, nie spieszyć się i w razie potrzeby zacząć nagrywać od nowa.

Stéphane Jiggy: Pit, był naszym pretendentem. Trzeba było zmierzyć się ze starszym pokoleniem. Dlatego umieściliśmy go na tracku obok Akhenatona i Ärsenik.

Patou: Dla mnie wybranie Pit’a nie było takie oczywiste. Akh i Lino byli wtedy w ogniu. Pamiętam nawet, jak Akhenaton mówił o występie Lino: „To niesamowite, że mógł wprowadzić nową koncepcję piosenki na każdym etapie”.

Pit Baccardi: Przy „L’art de la guerre” srałem w gacie. W tym czasie miałem problem z pewnością siebie, a chłopaki powiedzieli mi, że nie mam wyboru: jeśli chcę być numerem jeden, muszę stawić czoła najlepszym. Problem polegał na tym, że na początku mnie zablokowało. Akhenaton, który przyjechał do Paryża poprzedniego wieczoru, przybył do studia o 9:30, trzydzieści minut przed spotkaniem. I miał już napisane swoje wersy. Wyobrażasz sobie profesjonalizm tego gościa … Tam, w studiu, widzę go piszącego drugą zwrotkę, podczas gdy ja próbuję znaleźć dobrą fazę… Krótko mówiąc, gówniana sprawa. A kiedy Lino przybywa, zawsze spóźniony, około 14.00, ma ze sobą pewność siebie, charyzmę i nonszalancję, które robią wrażenie. Jego zwrotka jest również bardzo mocna. Więc mówię do siebie: nie wchodź w punchline’y, oni są zbyt dobrzy w tej grze, skieruj swoją zwrotkę w kierunku formy i stylu. Tak więc odnalazłem się z całą masą onomatopei i pokazałem swoją różnicę.

Stéphane Jiggy: Jedynym problemem związanym z „L’art de la guerre” był klip. Udaliśmy się, aby nakręcić go w Londynie, mieliśmy dobry pomysł, zainspirowany filmem “Wojownicy”, ale reżyser nie wystawił dobrze początkowego projektu. Ponadto był też kawałek „Animalement Vôtre”, który leciał w radiu i wydawał się spodobać publiczności… Myliliśmy się przez całą drogę i nie mieliśmy budżetu na nakręcenie nowego klipu. Na szczęście „On fait les choses” zadziałało całkiem dobrze. Jednak na początku Rohff odmówił założenia garnituru. Nigdy go nie nosił i chciał zostać w dresie. Musieliśmy mu wytłumaczyć, że będzie doda to klasy, ponieważ inni artyści też byli w garniturach.

Patou: „Animalement vôtre” to prawdziwie nieoczekiwany utwór. To wspólny kawałek Kery James, Shurik’n, Rocca i Hamed Daye, spotkanie Ideal J, IAM, La Cliqua i Minister A.M.E.R, wyobrażasz to sobie? Ale taka była nasza ambicja: chcieliśmy wspólny kawałek mocnych tekściarzy. Chcieliśmy dobrze się bawić przy tej kompilacji. Właśnie dlatego sprawiliśmy, że Oxmo i Passi współpracowali podczas „Black December”, aby pierwszy zmierzył się z facetem, który sprzedał dużo płyt, a drugi kontynuował rap. Dlatego też zaprosiliśmy całą grupę młodych raperów: Casey, L’Skadrille, 113, Rocé czy Sniper, których znałem przez mojego kuzyna z Deuil-la-Barre, z którym często spotykał się Aketo.

Rocé: Zadzwonili do Oliviera Rosseta z Chronowax. Szukali raperów, więc poprosili go o radę. Słuchali kilku MC, w tym mnie, i zadziałało. Był to czas, kiedy często zapraszano nas do udziału w różnych mixtapeach, więc byliśmy mniej lub bardziej przyzwyczajeni do tego, że jesteśmy proszeni o nietypowe projekty. Premiere Classe była tego częścią, nawet jeśli nagrywanie piosenki z chłopakami ze 113 na produkcji DJ Mehdi było w końcu dość oczywiste, w tym sensie, że spędzałem czas z Different Teep od 1996 roku i byłem pierwszą osobą podpisaną w Espionage, wytwórni założonej przez DJ Mehdiego i Manu Key. W dniu nagrania „La vérité blesse” przybyłem ze swoją zwrotką, poprawiłem kilka linijek i dość szybko wszystko położyłem. To była dla mnie dobra prezentacja: pracowałem wtedy nad pierwszym albumem, a 113 znalazło się w centrum uwagi, dzięki czemu wiele osób mogło mnie odkryć. Dlatego też podejmuję fazę tego wersetu na wstępie do mojego albumu Gunz N’Rocé.

Stéphane Jiggy: Można by pomyśleć, że musieliśmy okiełznać duże ego, ale wszyscy przychodzili z radością. Na przykład musieliśmy mieć co najmniej czterdzieści lat w studio podczas nagrywania „ Atmosphere suspecte”. Wszyscy chcieli zobaczyć AKH, był to wówczas ojciec. I ten znak szacunku umocnił coś pozytywnego między tymi wszystkimi facetami. Wiedzieli, dlaczego tam byli, i wtedy nawiązywano kontakty. Nie bez powodu wreszcie Rohff, Kery James, AKH i DJ Mehdi pojawili się na debiutanckim albumie Pit Baccardi cztery miesiące później…

Pit Baccardi: To był duch czasu. Nie byliśmy jeszcze w okresie indywidualnosci. Logika projektu sprawiła, że wszyscy szanowali się nawzajem. Chłopaki zrozumieli problem takiej kompilacji, więc wszyscy zmierzaliśmy w tym samym kierunku. Jeśli słuchasz „Animalement Vôtre” lub „Black December”, to są prawdziwe momenty rapu, to inteligencja naszej muzyki. Kompilacja była hitem, ale nie była ani komercyjna, ani łatwa. Mózg słuchaczy został stworzony do pracy z takimi piosenkami.

DJ Poska: Atmosfera w studio była wyjątkowo miła. To szalone, że Ci faceci zdołali jednocześnie zarządzać stroną biznesową i artystyczną. Od dokumentów do studia, w tym promocji, wszystko było dogadane, proste, profesjonalne. Zachęciło to artystów do wzięcia udziału, poczuli jakość projektu.

Patou: Premiere Classe nie tylko zostało nagrane w dobrych warunkach, między studiem La Seine a studiem Black Door w 9. dzielnicy Paryża, w kierunku Saint-Lazare. Ale została również zmasterowana w Nowym Jorku, w tym samym studiu co Wyclef Jean i wyprodukowana z wykorzystaniem dużych środków. Na przykład wybraliśmy płatność dla artystów, co nie było wówczas powszechne na tego typu kompilacjach. To były niewielkie sumy, około 1000 franków plus tantiemy, ale artyści docenili nasz wysiłek. Zwłaszcza, że ostatecznie wysłaliśmy każdemu z nich złotą płytę. To był nasz sposób, aby im podziękować.

Rocé: To piękno tego czasu: zaufaliśmy rezultatom, a nie tylko szumowi i rozgłosowi.

Patou: Chcieliśmy stworzyć najlepszy produkt, dlatego wezwaliśmy najlepszych producentów, najlepszych raperów i najlepszych techników. Zasadniczo, jeśli nie zostałeś przez nas “powołany”, nie byłeś do tego gotowy. Przede wszystkim otaczaliśmy się facetami, z którymi mieliśmy dobre relacje międzyludzkie i którzy wydawali się poświęcać swoje życie rapowi. Na przykład Sniper nie był wówczas znany. Ale mieli tylko jedną ambicję: dostarczać kozackie kawałki, być na tym samym poziomie, co inni. Chcieli się wyróżniać.

Pit Baccardi: Premiere Classe, to był ruch artystów z lat 1990/2000. Były wielkie nazwiska, ale było też wielu gości, którzy rozdawali karty do końca lat 2000: 113, Rohff, Sniper itp. Oczywiście w tym czasie nie byliśmy w stanie zmierzyć wpływu takiej kompilacji, ale wiedzieliśmy, że było w niej coś wielkiego.

Stéhane Jiggy: Od tego momentu powstanie drugiej kompilacji było oczywiste. Zaczęliśmy od pomysłu pojedynków, ale nie wszystkim się to spodobało. Zaczęliśmy więc od pomysłu tworzenia przeciwieństw stylów, postrzegania rapu jako sportu – pomysłu bardzo bliskiego Lino. Stąd obecność twarzą w twarz Disiz i Busta Flex, Rohff i Lino, Pit Baccardi i Rim’k…

Pit Baccardi: Około 2004 lub 2005 roku wraz z Oumarem Samaké rozpoczęliśmy pracę nad trzecią częścią. Kery James, Sefyu i Lino nagrali nawet wspólny kawałek. Był całkowicie wściekły. Niestety, kontynuacja była bardziej skomplikowana w konfiguracji, a pomysł upadł. Szkoda, ponieważ Kery James wycofał się z rapu na jakiś czas, więc było to wtedy wyczynem móc na niego liczyć.

Patou: W końcu Premiere classe, to coś bardzo pokoleniowego. Dzisiaj nie ma już takiej zajawki. W tym czasie raperzy dzielili między sobą sceny, byli częścią całej grupy różnych kolektywów. Emulacja jest dzisiaj inna. Nie jestem pewien, czy raperzy nadal chcą się tak mieszać…

Stéphane Jiggy: Kompilacje zagubiły się przez chwilę, ale mam wrażenie, że jeszcze do nich wrócimy. Na przykład Sofiane wyjaśnił mi, że 93 Empire było jego ukłonem w stronę Premiere classe. Wierzę, że pozostajemy referencją, trochę jak “Rapattitude” i ścieżka dźwiękowa do “La Haine”.

Autor: Maxime Delcourt (oryginalny artykuł z Vice.fr)

Zobacz także