Strona Główna NewsyAktualności Pone wspomina swoją dyskografię

Pone wspomina swoją dyskografię

by Tymek
297 wyświetleń

Pone wspomina swoją dyskografię

Korzystając z Waszego zainteresowania niesamowitą historią Pone, postanowiliśmy przypomnieć i odświeżyć trochę jego dyskografię. Idealnym sposobem na to okazały się wspomnienia producenta jakie znalazły się na jego stronie, a my korzystając z jego życzliwości otrzymaliśmy jego autoryzację na przetłumaczenie ich na naszych łamach. Przed Wami 10 albumów jakie wyprodukował Pone wraz z jego dygresjami.

Zdecydowana większość bitów, które wyprodukowałem, to produkcje dla mojego zespołu Fonky Family lub jego członków podczas ich solowych projektów. Miałem również przyjemność i przywilej współpracy z wieloma innymi artystami. Tworzyłem muzykę z pasją, ale także po to, aby poznawać ludzi, oto niektóre z nich.


Fonky Family – Si Dieu Veut, Inch’ Allah (1998)

Pierwszy album jest zawsze czymś bardzo silnym emocjonalnie. Artystyczne odkrywanie siebie nie jest trywialne. To było moje pierwsze doświadczenie w studio, pierwsza okazja, aby pokazać, co miałem w zanadrzu. Myślę, że byłem całkiem dobrze przygotowany.

Na ten album mieliśmy do dyspozycji pięćdziesiąt utworów i setki beatów. Myślę, że to dobry stosunek, wejście do studia z trzykrotnie większą liczbą utworów niż to konieczne. Wiadomo, że nie zagwarantuje to dobrego albumu, ale jest zabezpieczeniem jakości. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że będziesz zadowolony z nagrania.

I tak się stało. Byliśmy wspólnie zadowoleni z pracy i na poziomie osobistym byłem z siebie bardzo dumny. Ale nic nie dzieje się przypadkiem, pracowałem na to przez lata, spędzając całe dni, jak moi koledzy z zespołu, aby uzyskać wynik. W całej skromności myślę, że nam się udało. Ponad 20 lat później nadal mówię o tym albumie z dumą. Po całym tym czasie wydaje mi się, że jestem najbardziej dumny z tego, że ten album jest całością, powstaje prawdziwa atmosfera, uchwycenie tamtej epoki.


Chroniques de Mars (1998)

Nagrywanie Chronique de Mars było rodzajem kolonii, rekreacji. Wszyscy zgromadziliśmy się w studio mojego przyjaciela Fifi, w Martigues. Razem słuchaliśmy produkcji, graliśmy w karty, grilowaliśmy, graliśmy w piłkę nożną, śmialiśmy się… O tak, także nagrywaliśmy.
Piosenki powstały całkiem naturalnie, nikt nie dyktował z góry kto ma nagrywać w jakiej kombinacji, było fajnie i świętowaliśmy.

Za sesje studyjne płacono nam w naturze, zamiast tantiem, dostawaliśmy zioło. Pewnego ranka przybył wujek „Imothep” Pedro z dużym kartonem wypełnionym trawą swojej produkcji. Zieloną od zioła ręką wujek rozdał hojnie garstkę każdej grupie, niczym na szkolnym apelu, a potem zwrócił się do nas i powiedział: „reszta zioła jest dla Fonky”, wyciągając opakowanie w połowie pełne w naszą stronę. Cóż można powiedzieć, ten dzień nie należał do najbardziej produktywnych.

Można powiedzieć, że kawałek „Shit Squad” powstał na bazie naszych doświadczeń.


Fonky Family – Hors Série, Vol. 1 (1999)

Głód to pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, gdy wracam myślami do tej EPki.

Głód rapu, głód by zrobić ten projekt dobrze, aby pokazać, że jesteśmy tu. Zostaliśmy pozbawieni studia przez prawie rok z powodu prawnego konfliktu między Cote Obscur i Sony, i wydaje mi się, że wróciliśmy do studia następnego dnia, gdy tylko sytuacja się odblokowała. Pierwszym krokiem projektu jest zawsze kapitał i entuzjazm był tak wielki, gdy wszyscy znaleźliśmy się w małym studiu w piwnicy budynku Sony, że mogliśmy już poczuć, że satysfakcja jest obecna na naszym spotkaniu. Uważam, że ten projekt jest bezbłędny. Oczywiście możemy go lubić nie, ale nie widzę, jak mogliśmy go zrobić lepiej.

No dobra, zawsze możemy zrobić coś lepiej, ale tutaj wszyscy byliśmy bardzo dumni z tej pracy.


113 – Les Princes de La Ville (1999)

Po sukcesie „Si dieu veut” moja wartość jako producenta wzrosła. Naturalnym było, że zacząłem pracować z innymi grupami, co nie mogło mi się nie podobać.

Kiedy mój przyjaciel DJ Mehdi (spoczywaj w pokoju!) powiedział mi, że chce, żebym znalazł się z nim na pierwszym albumie 113, natychmiast zabrałem się do pracy. Jak zwykle poszedłem do studia, uzbrojony w setki moich produkcji. Ale nic nie szło po mojej myśli. Chłopaki zawiesili się na kilku produkcjach, ale nie tych z moich ulubionych.

Następnie wyjąłem kasetę DAT, która miała ponad rok. W środku był beat, który bardzo mi się podobał, ale nikt nie podzielał mojego punktu widzenia. Na taśmie było 34 produkcji, a ten beat był ostatni. Karim i Yohan natychmiast się nim zajarali, Mokobe również. Kilka dni później narodził się mityczny tytuł „Hold-up”, który byłby pierwszym singlem albumu, który zmiótł wszystko na swojej drodze.


Le Rat Luciano – Mode de vie, beton style (2000)

Ten album był niesamowitą ludzką przygodą.

Najpierw odizolowaliśmy się w rustykalnym domku w Alpach, aby zaatakować pre-produkcję, w towarzystwie tuzina przyjaciół i niektórych członków naszej grupy.

„Bańka” jest dla mnie najlepszą techniką do rozpoczęcia dużego projektu. Izolacja, zmiana scenerii, nie ma lepszego sposobu na pobudzenie kreatywności. Chcesz zrobić coś wyjątkowego? Zrób to w wyjątkowych warunkach! Nie musisz jechać do Los Angeles, wyjątkowość często nie jest tak bardzo daleko. W ciągu około dziesięciu dni stworzyliśmy 7 lub 8 piosenek, które pojawiły się na albumie.

Następnie trafiliśmy do mitycznego i wspaniałego studia Polygone z parkiem, basenem i rezydencją. Spędziliśmy tam prawie dwa miesiące między nagraniami a miksem. Dwa strasznie intensywne miesiące, zarówno w aspekcie ludzkim jak i artystycznie. To mityczny album, klasyk zbyt niedoceniany jak na mój gust. Prawdą jest, że nie ​​zrobiliśmy za dużej promocji płyty, aby nadążyć za produkcją albumu „Art de rue”.


Fonky Family – Art de Rue (2001)

Jeśli chodzi o nasz pierwszy album, skorzystaliśmy z efektu zaskoczenia, przy drugim byliśmy bardzo wyczekiwani. Z pewną presją weszliśmy do studia. Ale ta presja była raczej pozytywna i szybko zmieniła się w motywację. Po raz pierwszy zrobiłem sporo w studio, warunki były idealne.

Miałem oczywiście kilka produkcji z wyprzedzeniem, ale też dużo pracowałem, w trakcie gdy chłopaki nagrywali wokale. Jednej nocy narodził się beat do „Art de rue”. Pamiętam, że Don Choa szybko znalazł pomysł na refren i wszyscy od razu się w niego wciągnęli. To było bardzo odmienne od „Si Dieu veut”, ale wciąż są to cudowne wspomnienia (…).

Jestem dumny z tego albumu, ale wydaje mi się, że moglibyśmy zrobić go trochę lepiej. Oczywiście są na nim duże kawałki, ale spójność artystyczna całości nie jest wystarczająca jak na mój gust. Po tylu latach myślę, że dzieje się tak z powodu wroga numer 1 twórcy: zadowolenia. I w ostatnich latach mieliśmy go za dużo, przede wszystkim ja. Zrobiliśmy dobry album, ale mogliśmy stworzyć świetny album, taki jak nasz debiut. Niemniej jednak wciąż są to cudowne wspomnienia, byliśmy jak rodzina, w najlepszych możliwych warunkach i wszyscy bardzo się cieszymy, że tam byliśmy.


Fonky Family – Hors Série, Vol. 2 (2001)

Nie uważam, aby ta EP’ka była pełnym sukcesem. Jest to głównie wynikiem naszego wejścia do studia, bo trafiliśmy tam dlatego, że musieliśmy a nie dlatego, że mieliśmy już gotowy materiał.

Nie twierdzę, że to źle, po prostu brakuje trochę przekonania. I postawiłem się na pierwszej linii, w tym okresie nie byłem specjalnie zainspirowany, z pewnością miałem głowę gdzie indziej.


Don Choa – Vapeurs Toxiques (2002)

Po raz pierwszy zamierzałem wydać w pełni skomponowane beaty bez użycia sampli. I nie byłem z tego powodu nieszczęśliwy. Wcześniej testowałem to przez rok czy dwa samemu, ale nie będąc muzykiem, nie czułem się wygrany. Byłem więc bardzo dumny, by pokazać krytykom naszej muzyki, ale przede wszystkim sobie, że nie byliśmy wcale zależni od sampli. Mimo że nie są to moje najlepsze produkcje, były całkiem fajnie.

Po latach naprawdę podoba mi się spójność tego albumu. Naprawdę odzwierciedla on jego autora. Ze świadomymi, szalonymi, towarzyskimi i niecodziennymi stronami jego osobowości.


Fonky Family – Marginale Music (2006)

Kiedy weszliśmy do studia przy tym albumie, nie byliśmy już zespołem, byliśmy zbiorem indywidualności. Ponadto wróciliśmy do studia, ponieważ musieliśmy, mieliśmy album do zrobienia.

Biorąc pod uwagę te dwa parametry, zrobienie dobrego albumu było bardzo skomplikowane, żeby nie powiedzieć niemożliwe.

Patrząc indywidualnie, występy każdego z nas na albumie są raczej dobre, ale brakuje im tego, co istotne: magii. Zrobiłem tylko 4 produkcje na albumie, prawdopodobnie dlatego, że nie było łatwo uzyskać jednomyślność MC’s na moich dźwiękach. A dodatkowo muszę przyznać, że nie byłem wtedy specjalnie zainspirowany.


Don Choa – Jungle de Beton (2007)

Było już po FF i nieuchronnie nic już nie będzie takie jak wcześniej. Zawsze miałem szczególny związek z Don Choą i bardzo cieszyłem się z jego drugiego albumu. Trzeba powiedzieć, że znaliśmy się od szkoły średniej. Lubię piosenki, które stworzyliśmy razem na tym albumie, a nagranie utworu razem z Le Rat Luciano było całkiem fajne, trochę odrodzeniem się starych dobrych czasów.

Zobacz także